Rozgość się, odkrywaj skarby ✨


Opowiem Wam historię pewnego plakatu

Wszystko zaczęło się ponad 2 lata temu od wystawy moich zdjęć w Łokietka 5.

Pamiętam bardzo dobrze, jakie wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia kafli wydrukowane w dużym formacie. Myślałam, że znam je na pamięć, a tu proszę, odkryłam je na nowo poza ekranem komputera. Jak na dłoni widać było piękne spękania szkliwa, ale było coś, co uderzyło mnie bardziej. Kolory. Prawie świecące od nasycenia. Kafle nie tylko wyglądały jak cukierki, to była prawdziwa magia.

Grudzień jest miesiącem refleksyjnym, czasem podsumowań. Kończy się rok, wieczory są długie, a w tym roku spędza się je w domu z kubkiem ciepłej herbaty. Dlatego ostatnio przeglądałam zdjęcia z wystawy. Pomyślałam, że chcę taki plakat. Miałam wreszcie czas, więc go przygotowałam, wybrałam odpowiednią drukarnię i wydrukowałam. W drodze powrotnej nie mogłam się doczekać, kiedy otworzę paczkę. Wyglądał naprawdę pięknie. Poczułam się spełniona, że mam coś osobistego, wynikającego z pasji. Zapytałam, czy też taki chcecie. Spotkałam się z entuzjazmem, za co serdecznie Wam dziękuję ❤️

Postanowiłam wprowadzić pomysł w życie  :)

I tak prosto z pasji i serca powstały plakaty. 

Do sprawienia sobie radości i obdarowywania innych ❤️

https://wroclawskiekafle.pl/



Przeniosłam na papier kafla #58, kafla #25 i wrocławski kaflowy klasyk, pawia z Ołbina, kafla #20.

"Chodź po chleb do tej samej piekarni" mówią ludzie od produktywności, bo rutyna oszczędza cenną energię na kreatywność. No to poszłam. Wiadomo, na Barlickiego, po najlepszy chlebek świata. Opłaciło się podwójnie. 

Przy Orzeszkowej, przez szybę widzę remont. Uszłam może dwa kroki, może trzy i wracam. To naprawdę remont kolejnej klatki schodowej na Ołbinie. A na ścianach granatowe kafle. (Bonus: gorseciki na podłodze, patrz niżej).


Widok opalanej olejnej jest jak miód na moje oczy. Farba powoli kurczy się, jej powierzchnia faluje i wraz z przybraniem formy suchego skwarka odpada od gnębionej powierzchni. Wystarczy ją lekko podważyć. Tym razem, w przeciwieństwie do kafli z Kilińskiego, spod olejnej na światło dzienne wyglądają sztukaterie. 



Pytam oczywiście o kafle. Korzystam, bo drzwi są uchylone, a w środku praca wre. Ledwo mnie słychać przez maseczkę. Poddenerwowany wykonawca mówi, że kończą i będą czyścić zakurzone kafle, ale jako pracę ekstra, dodatkowo.

Wracam z aparatem. Tym razem jest pusto. Niespodzianka: kafle są uzupełnione tam, gdzie jest pomarańczowa taśma. Nową płytkę widać dopiero pod kątem. Trzeba się przyjrzeć. Ma trochę inną fakturę.









Takich zaskoczeń więcej poproszę. Przyjmę wszystkie :)


Wrocław | Orzeszkowej ↜ warto zajrzeć

Ten sam wzór pojawia się praktyczne po sąsiedzku, przy Daszyńskiego.

Są klatki schodowe, które przechodzą szybką, olśniewającą metamorfozę. W innych od czasu rozpoczęcia remontu przybywa tylko warstw kurzu. Ale istnieją miejsca, gdzie wielkie rzeczy robi się po cichu, z dnia na dzień przesuwając się o krok w stronę celu. Gdzie gospodarze dbają o swój ogródek, bo trzeba. Plewią go systematycznie i doglądają każdego nowego pędu. A jednocześnie działają skromnie. Efekty zrobią hałas.

Ta część Wrocławia

Jedną z najważniejszych ulic wrocławskiego Ołbina jest Nowowiejska. Dawniej  Neudorfgasse, droga do Nowej Wsi Polskiej, obecnie łączy Plac Grunwaldzki z Nadodrzem i wraz z Wyszyńskiego tworzy główne osie osiedla. To właśnie przy przecięciu tych ulic wznosiło się kiedyś wielkie opactwo. Dzisiaj  przychodzi się tutaj z książką, we dwójkę lub z psem, bo jest tu park Tołpy. Rodzice odbierający dzieci z pobliskiej szkoły mijają ustawiony trochę niefortunnie pomnik Ludzi ze znakiem "P" w drodze na lody w knajpce "Maleńka". Jeszcze dalej natknąć się można na pomnik ku czci harcerzy poległych w walce o polskość Wrocławia. Nie dziwi więc nazwa zaczynającej się w pobliżu ulicy Walecznych.

Mówi się, że to dobra ulica do zamieszkania. Jest spokojnie i na tyle czysto, że znajdującą się nieopodal Barlickiego, mimo licznych podobieństw (przebiegu po łuku, podobnego czasu powstania i zdecydowanej większości kamienic w zabudowie), można by wziąć za część innego miasta. Wszystko jest wystarczająco dobre. Toteż przechodząc tędy nie spodziewam się remontów.

Tym razem jest inaczej. 

Jest ciepłe popołudnie. Właśnie wchodzę do kamienicy mijając pracownika ekipy budowlanej stojącego na rusztowaniu.

Pozwólcie, że Was oprowadzę:



Zadbany ogródek

Tu jest pięknie. Idealnie zachowane kafle i wzór przy suficie. Ledwo się rozglądam zanim spotykam kobietę. Zaczepiam ją i z zachowaniem odległości pytam skąd taki pomysł na wnętrze, kto za tym stoi. Kładzie rozłożoną dłoń tuż pod obojczykami i na moment opuszcza skromnie wzrok. Nie mogłam trafić lepiej. Rozmawiamy o finansowaniu i ścianie, która miękką linią schodzi w kierunku piwnicy. Jest na niej namalowany wzór z kafli. Praktycznie taki sam, z zachowaniem odpowiednich kolorów. 

- Sąsiad wyciął szablon, razem malowaliśmy. Już dawno marzyłam o remoncie klatki schodowej. To nasze dzieło. Chcieliśmy zadbać o detale. Wzór przy suficie to też nasza inwencja. Wszystko... dobór farb. Tak to sobie wymyśliliśmy.

Wyrażanie zachwytów przerywa odgłos kroków na schodach. To mąż tej pani, idą na zakupy. Spędzam tu sama jeszcze kilkanaście dobrych minut. Pozostaje jeszcze tylko pogłaskać kafle (zdarza mi się, ale rzadko to dokumentuję) i wyjść z tego zadbanego ogródka. 

Bo to gród, tylko kwiaty mają namalowane. 










Epilog

Tymczasem w klatce schodowej przy Kilińskiego pojawia się telewizja regionalna i powstaje materiał o metamorfozie kafli. A przy równoległej Nowowiejskiej odkłada się coraz większa szara warstwa na kobaltowych kaflach

Nieopodal znajduje się prawdziwy Ołbiński Ogród Otwarty. Dostępny dla wszystkich Wrocławian ogródek działkowy, gdzie odbywają się wykłady i seanse filmów (obecnie w znacznej części zawieszone z wiadomych względów, mamy 2020 rok).

Wrocław | Walecznych  ↜ warto zajrzeć
Pochodzenie wzoru: Miśnia



"Jestem Adela, jestem architektką z Łodzi, pracuję przy rewitalizacji fabryki Scheiblera. Przeczytałam całe Old kafel story od 22:00 do 4:00 i znalazłam bliźniaka kafli z Łodzi w relacji ze spaceru szlakiem kafli po Ołbinie. Ósme zdjęcie. Te kafle chyba są z Miśni?"

To esencja z przemiłej wiadomości od Adeli, która zmobilizowała mnie do zrobienia zdjęć w dotąd pomijanej ołbińskiej klatce schodowej.

Bliźniak z Łodzi

Jest bardziej zadbany niż jego wrocławski odpowiednik. We wgłębieniach kwiatowego wzoru brak zgromadzonego przez dziesięciolecia ciemnego nalotu. Nie widać ani grama kurzu. Przechodzi przecież konserwację pod okiem Adeli razem z wnętrzem elektrowni Scheiblera. 

Dekor w Łodzi użyty jest gęsto, bez odstępów jakie zobaczycie na zdjęciach z Wrocławia. Cienka listwa jest niebieska, podczas gdy na Ołbinie występuje inna pod względem faktury, biała. Poza tym ułożono dwie warstwy podłużnych płytek wokół dekoru, a także zastosowano ciemnogranatowe kafle jako baza. U nas z podobnych, ciemnych kafli zbudowano listwę dolną, z resztą obecnie w kilku miejscach uszkodzoną podczas niedawnej wymiany schodów na granitowe.

Kafle z elektrowni Scheiblera w Łodzi, na ich tle świetny projekt elektrowni z klocków Lego; za bryla.pl

Miśnia

Pochodzenie kafli nie zawsze jest całkiem oczywiste i w dużej mierze opiera się na porównaniach. Jednak w tym wypadku mam 100% pewności. Wśród zdjęć znajdziecie dowód. Odsłonięty w czasie remontu odcisk płytki z odbitymi literami M.O. & P.F. To skrót nazwy kaflarni z Miśni: Meißner Ofen- und Porzellanfabrik, gdzie kafle zostały wyprodukowane i zaprojektowane.

Co ciekawe, ten sam wzór powtarza się także we Wrocławiu. Niebawem pojawią się kolejne zdjęcia. A ja pojawię się w Miśni. Planuję odwiedzić tamtejszą kaflarnię. Będę dawała znać.


Spod kurzu patrzy kafel

Niektóre klatki schodowe odnawiane są z zaskoczenia. Trach i są gotowe. A ich metamorfozy zachwycają jak ta z Kilińskiego. Mieszkańcy tych kamienic są podekscytowani i ze zniecierpliwieniem śledzą postępy remontu. Tutaj prowadzone prace kapią sobie kropla po kropli jak woda tworząca stalaktyt w jaskini. Trwają od 2017 roku, kiedy w pierwszym remontowym zrywie wymieniono drzwi oraz instalację elektryczną, a pył z kutego tynku osiadł grubą warstwą na stuletnich kaflach.

Minęły kolejne trzy lata, a kurz dalej leży. I niespecjalnie przeszkadza mieszkańcom. 

W tej kwestii tak bardzo nic się nie zmieniło, że odezwałam się do Kasi z Mieszkania w kamienicy, z propozycją ołbińskiej edycji akcji czyszczenia kafli. Kasia z Jackiem zorganizowali kamieniczne porządki rok temu na Przedmieściu Oławskim odmieniając zupełnie kafla #70


Będziemy jeszcze nad tym pracować, ale jeśli już bylibyście chętni wyczyścić ze mną te kafle, dajcie znać w wiadomościach. Może uda się temat przyspieszyć i pokazać, że te kafle są piękne. Wiem, remont jest w trakcie, ale wygląda jego najbardziej brudzące etapy są już wykonane. A naprawdę niewiele trzeba, żeby kafle pięknie lśniły. 





Zwróćcie uwagę na elementy stolarki, zostały naprawdę ładnie odnowione:

      


Tutaj przydałaby się renowacja Pracowni Piotra Pelca, która wydobył spod farby olejnej i odpicował kafla #72. A poniżej skutki wymiany schodów...






Pochodzenie kafli: Miśnia

Wrocław | Nowowiejska ↜ warto zajrzeć
Mówi się, że Nadodrze to dzielnica cudów. Każdy, kto zna tutejszy folklor to potwierdzi. Potwierdzam i ja. Dlaczego? Sami zobaczcie spektakularną przemianę, która wydaje się zupełnie niemożliwa. Im bardziej się jej przyjrzymy, tym bardziej będziecie zdziwieni.

Lamperia z Olejnej

Pani Olejna to bardzo popularna w kamienicach persona. Gości w starych korytarzach tak często, jakby w całym mieście żyła tylko ona. Rozkłada się na ścianach, by po dziesiątkach lat efektownie się łuszczyć i odpadać z przytupem. Najczęściej jest zielona. Teraz to eko, wcześniej wprowadzenie koloru w zszarzałe życia szarych mieszkańców i prawdopodobnie najtańszy wybór. Zadomowiła się też na kaflach. I to na dobre, bo było jej aż 5 warstw. Zielona, brązowa, pomarańczowa. Cała plejada pań Olejnych.




Internety

W czasie największej posuchy i zatrzymania świata spowodowanego zarazkiem jak grom gruchnął post Pracowni Konserwacji Zabytków Piotr Pelc o metamorfozie kafli na Nadodrzu. Trzy razy przetarłam oczy ze zdziwienia zanim zaczęłam rozpływać się nad pokazanym właśnie światu efektem. Pomarańczowa ściana i obok niebieska ściana. To niebieskie to były... kafle!

Post zbierał pochwały płynące z Internetów. Ich wezbrana rzeka pokazywała jak wielka jest w narodzie wola i potrzeba przywracania blasku klatkom schodowym. Ludzie hojnie sypali sercami, bo w tym mieście jest nie tylko rynek i wszystko to, czym się świeci turystom. Są zakamarki, które potrzebują piękna.
 
Kiedy tylko mogłam, pobiegłam do tej klatki schodowej. Poczekałam swoje. Weszłam, a za drzwiami... To było dla mnie, tropicielki kafli, co najmniej jak spotkanie różowego jednorożca. Oto zaniedbane kafle, zapaćkane farbą o mało wytwornym kolorze wychodzą na światło dzienne i są takie piękne, że aaa!

Zrobiłam zdjęcia kiedy część kafli była jeszcze zakryta. Czegoś mi jednak brakowało. Postanowiłam, że jeszcze tam wrócę.

Piotr i Marta

Kto, co i dlaczego. Takie miałam pytania, bo przecież trochę znam już Wrocław, widziałam kafle z Wesołej (te smutne) i znam problemy z finansowaniem remontów przez wspólnoty mieszkaniowe (z autopsji). No to poszłam i spotkałam Piotra z Martą.

Było już późno, po 19:00, a oni coś tam dłubali w kaflach. Od razu miło i fajnie. 

ROZMOWA w PUNKTACH
    1. Szpachlowane miejsca w kaflach będą szkliwione i traktowane żywicą dla naturalnego efektu
    2. Braki w kaflach będą uzupełniane specjalnie zamówionymi kaflami od artysty rzeźbiarza, który zrobił kilka generacji próbnych kafli, mieszka w Tarnowie i jest synem aktora z Kabaretu Starszych Panów
    3.  Profesjonalny remont klatki schodowej z oczyszczeniem kafli i schodów zainicjowała wspólnota mieszkaniowa
    4.  Wspólnota sama finansuje remont (!) z uzbieranego funduszu remontowego
    5.  Sufit jest grafitowoniebieski
    6.  Piotr podczas prac konserwatorskich we wrocławskiej katedrze odkrył obraz uważany za zrabowany w czasie wojny i najstarszą rzeźbę na Śląsku pod stropem w Ziębicach
    7. Zegar na wieży Hali Targowej dzięki nim jest niebieski  Do willi na Matejki mam nie iść sama
    8.  Większość kamienic przechodziło poważniejszy remont w latach '70

Wtedy otworzyły się drzwi i ktoś zaczął schodzić po schodach.

Ola

Kto by pomyślał, że mózg całej operacji chodzi w różowych leginsach. W takich była Ola, która właśnie zeszła ze schodów. Sprawczyni zamieszania. 


Ola znała Piotra i jego pracownię, dlatego była w ogóle szansa na odpowiednią renowację kafli. Nie każdy by się tego podjął, nie każdy miałby do tego serce, mówi. Pieniądze były na funduszu remontowym, wspólnota poparła odnowienie klatki schodowej. Na zebraniu Ola od razu powiedziała, że muszą odnowić kafle. Ostatecznie szalę przeważył argument "a co mamy zrobić, pomalować kolejną warstwą olejnej?". I nie ma, że ratuje poniemieckie kafle, bo Ola we Wrocławiu się wychowała i to są dla niej kafle wrocławskie. Z resztą to już nie pierwsza jej klatka. Wcześniej z mężem, również Piotrem zrobili rewolucję przy Żeromskiego. Zapytana w jaki sposób jej się to udało mówi, że ma męża przywódcę. 

Nie do końca tak wyobrażałam sobie tego przywódcę. Człowiek ogarnął wspólnotę mieszkaniową, instytucję trochę przestarzałą, więc ma twardą rękę i gniewną twarz, myślałam. A Piotr ma długie włosy, szeroki uśmiech i wymarzonego kampera. Hipnotyzuje dobrą energią. 

Ola ma wizję i dar przekonywania. Autentycznie cieszą ją kolejne efekty przemiany. Osobiście ich dogląda. Z tym szczególnym rodzajem błysku w oku opowiada o kolorach ścian, pokazuje co trzeba poprawić na głęboko niebieskim suficie. Odważnie myśli o poszerzeniu tej rewolucji. Przecież dobrze wyglądałyby drzwi do mieszkań pomalowane na ten sam odcień co sufit. Chce też odtworzyć bramę. A między tym wszystkim zaprasza na wafelki.


I jak tu wyrazić swój zachwyt? Życzę wszystkim kamienicom takich mieszkańców.

No to już znacie tę szaloną historię. A teraz popatrzcie co zostało odkryte podczas tej wspaniałej metamorfozy ✨









Jeszcze tam wrócę.
Wrocław | Kilińskiego