kafel #10


Gdyby Steven Spielberg kręcił tutaj swój film, pewnie byłby to film kostiumowy. Zakładam, że twórczość reżysera Listy Schindlera nie podąży w tak nieoczekiwanym kierunku, więc jest to miejsce, które pozostanie podziwiać nielicznym obserwatorom. I to na dodatek ukradkiem. Przez szybę lub dziurę po brakującym elemencie drzwi, w bocznej uliczce położonej kilka kroków od Parku Tołpy. Wierzcie mi, nikt nie spodziewałby się tutaj tak nadproduktywnej secesji.

Kafel #10 to rzecz nie tylko dla fanów wiktoriańskich klimatów, wyjętych z korzeniami z serialu Downton Abbey. Mają szansę polubić go poszukiwacze staroci, miłośnicy porcelany i wszyscy ludzie, którzy tolerują zgaszony kolor groszkowy. Mają, ale czy kafel #10 zdobędzie ich względy, zależy od tolerancji na detale. Jazda jest ostra, bo trafiamy w otoczenie upstrzone wzorami. W polu widzenia mamy ich conajmniej 4 - patrząc od krawędzi są to 1. abstrakcyjne łaty, 2. kombinacja irysów i ważek, 3. liście bluszczu, 4. geometryczny wzór posadzki. Z resztą, popatrzcie sami:









Wrocław | Chemiczna

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

I miejsce w kategorii Dolny Śląsk

o autorze

Zdarza się, że zatrzymuję wzrok tam, gdzie inni wolą nie patrzeć. Wyszukuję stare kafle, zgaduję po architekturze, w której kamienicy są i jak wyglądają. Tutaj notuję historie ich odkrywania.