Jak pokochać dzielnię?


Unikasz jej jak ognia, bo to miejsce jest szare i straszy. Tam nie ma co oglądać, w wejściach są puste butelki i unosi się coś, co nie zasługuje na nazwanie zapachem. U mnie było tak z ulicą Barlickiego. Oto kilka prostych rzeczy, dzięki którym przestaniesz podchodzić do dzielni jak do jeża (tu pozdrawiamy Wrocław - wejście od podwórza, akcję z jeżem na podwórkach).



Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie, czyli odrapane nie zawsze znaczy brzydkie

Pewnie pękałbyś z dumy, gdyby w Twoim otoczeniu były zadbane budynki zza których wiecznie wychodzi tęcza. Niestety, nie zawsze tak jest, ale zawsze można dostrzec potencjał. Pod zaniedbaną elewacją i za odpadająca farbą w korytarzu często kryją się zagadki. Jak wyglądała kamienica, gdy powstała? Dla kogo ją zbudowano? Jaki był tu klimat? Czy ten kawałek tynku był kiedyś...? Pstryk! I nagle przekonujesz się jak krótka chwila pracy z wyobraźnią może otworzyć przed Tobą całkiem nowy świat.

Swoją drogą trochę tęczy dostanie niebawem Nadodrze - dzięki projektowi zrobienia mozaiki z 300 kafli ceramicznych zrobionych przez mieszkańców. Trochę zazdrościmy. Tak pozytywnie. Do akcji można się jeszcze dołączyć, warto!


Nic nie robi lepszego klimatu niż czas

Ponoć nowe wnętrza bywają energetycznymi wydmuszkami i dopiero gdy upłynie trochę przysłowiowej wody w rzece, zaczynają ją oddawać. Dlatego energia starych wnętrz jest nie do podrobienia. Klimat, jaki możemy poczuć, gdy tylko się trochę na niego otworzymy, może być unikalny.


Spróbuj bycia turystą we własnym mieście

A właściwie dlaczego nie skręcić raz w ulicę dalej w drodze domu? Może niekoniecznie w zaułek po zmroku, bo taki krok może skutecznie zniechęcić do dalszych poszukiwań. Świadome gubienie się i poszerzanie zasięgu chodzenia po mieście może przynosić zaskakujące odkrycia (tutaj ostatnio ukazało się #35 :)) i przerodzić się w małą ceremonię, z której czerpie się tyle przyjemności, co z picia zielonej herbaty zaparzanej na zimno. Decyzja o złamaniu własnego schematu bywa bardzo odświeżająca, można poczuć się jak turysta we własnym mieście, zmienić perspektywę patrzenia i przecierać ze zdumienia oczy, co można stamtąd wydobyć.


Khatarsis, fajna rzecz

Nie musisz przekonywać się do odrapanych miejsc. Ale jeśli chcesz ich zasmakować, możesz rozgryźć temat inaczej. Nie jesteś na dzielni na wieczność, możesz do niej zajrzeć i wrócić tam, gdzie lubisz być. Pooglądanie brudu, znalezienie się w innym klimacie miasta może dostarczać przeżyć estetycznych podobnych do tych z muzeum sztuki. Działać oczyszczająco, pozwolić się zdystansować do swojego otoczenia, przełamać wizualną, trochę stockową, wymuskaną nudę.


Wabi Sabi też

Japończycy najbardziej cenią czarki do herbaty które się wyszczerbiły lub zbiły, wtedy, zamiast je wyrzucać, poszczególne elementy zespalają złotem. Dla nich piękne jest to, co niedoskonałe, nietrwałe i niekompletne. Nie ukrywają tych cech, przeciwnie, podkreślają je drogim materiałem. A czarka staje się nie do powtórzenia. Otarcie lub pękniecie, miejsce po skuciu kafli i mała dziurka po gwoździu, wszystko to mówi coś o życiu, jakie się działo na dzielni. I dodaje jej autentyczności.

Powody chodzenia po niekatalogowych miejscach jak dzielnia - każdy ma inne. Jaki jest Twój?



 

I miejsce w kategorii Dolny Śląsk

o autorze

Zdarza się, że zatrzymuję wzrok tam, gdzie inni wolą nie patrzeć. Wyszukuję stare kafle, zgaduję po architekturze, w której kamienicy są i jak wyglądają. Tutaj notuję historie ich odkrywania.