Nie będę kłamać, nazwy kawiarni na Ołbinie trochę mnie bawią. Kiedy patrzę na mapę, mieszkam w trójkącie rozpiętym między Di, WW oraz A. Nie ma tu żadnej pomyłki, każda kawiarnia przedstawia się jedno lub dwuliterowym szyldem. Dzisiaj idziemy do miejsca, które przeszło samo siebie w minimalistycznym nazewnictwie. A. - pojedyncza litera z kropką. Kto to w ogóle wymyślił?
Lokal przeżył już kilka generacji kebabów i sklepów monopolowych, żeby nagle pokazać się w zupełnie nowej odsłonie. Jego potencjał dostrzegła koreańska para. Sprzedają tu magdalenki (słodkie babeczki), robią intensywną w smaku kawę, a przybyłym pieskom rozdają smaczki - ku wielkiemu zadowoleniu zwierząt i jeszcze większemu - ludzi. A kiedy poziom cukru i kofeiny zostanie uzupełniony dodają jeszcze uśmiechy typu „całym sobą” i polskie „do widzenia”.
Choć nigdy nie byłam w Korei, czuję, że kawiarnia wygląda dokładnie tak, jakby powstała na lokalnym osiedlu w Seulu. Cały wystrój to proste, jasne stoliki, które są tylko tłem dla lady ze słodkościami i stanowiska kuchennego - serca lokalu. Nie poczujemy się tu jak w domu pełnym antyków lub w amazońskiej dżungli, do czego przyzwyczaiły nas inne kawiarnie. Jesteśmy po prostu na kawce i ciastku, robimy koreańskie A., czyli spędzamy beztroski czas między posiłkami. Kto by jeszcze chwilę temu pomyślał, że to wszystko będzie się rozgrywało przy budzącej się wreszcie do życia ulicy Żeromskiego?
| Zmiany skrzyżowania Daszyńskiego z Żeromskiego na podstawie Google maps w latach 2011-2024. |
Chyba najbardziej w A. ujmuje mnie właśnie brak kierowania się średnią opinią tego miejsca. Właściciele nie mają w pamięci jak dawniej wyglądało, biorą je takim jakie jest teraz. Może właśnie dlatego wystawili stoliki przed lokal, żeby w sąsiedztwie roślin i drewnianych podestów można było sobie posiedzieć. Takie chyba było założenie, ale jak dotąd nikt się nie odważył :)
Gdy pierwszy raz odwiedzamy A., trochę szkoda nam właścicieli. Jesteśmy jedynymi gośćmi. Po głowie krążą myśli Co oni sobie wymyślili? Czy tutaj przetrwają? Prosto z kawy idziemy (wyjątkowo razem) do kamienicy, w której mamy dziwne spotkanie, ale to opowieść na kolejny raz. Wracając zaglądamy do kawiarni. Z zewnątrz wydaje się pusta, jak godzinę wcześniej, gdy w niej siedzielismy. Jednak im bliżej podchodzimy, tym wyraźniej widać, że każdy stolik jest zajęty.
Wy także możecie odwiedzić to miejsce. Z ciasteczek najbardziej polecam spróbować ryżowe, z przypieczoną z wierzchu skorupką i konsystencją japońskich mochi w środku. Nietypowe, ale najbardziej autentyczne. Dobrze smakuje z kawą :)
A teraz pora na zdjęcia kafli z Żeromskiego, najbliższych kawiarni. Ba! Nie da się bliżej A.
Pozdrowienia,













































