Nie będę kłamać, nazwy kawiarni na Ołbinie trochę mnie bawią. Kiedy patrzę na mapę, mieszkam w trójkącie rozpiętym między Di, WW oraz A. Nie ma tu żadnej pomyłki, każda kawiarnia przedstawia się jedno lub dwuliterowym szyldem. Dzisiaj idziemy do miejsca, które przeszło samo siebie w minimalistycznym nazewnictwie. A. - pojedyncza litera z kropką. Kto to w ogóle wymyślił?
Lokal przeżył już kilka generacji kebabów i sklepów monopolowych, żeby nagle pokazać się w zupełnie nowej odsłonie. Jego potencjał dostrzegła koreańska para. Sprzedają tu magdalenki (słodkie babeczki), robią intensywną w smaku kawę, a przybyłym pieskom rozdają smaczki - ku wielkiemu zadowoleniu zwierząt i jeszcze większemu - ludzi. A kiedy poziom cukru i kofeiny zostanie uzupełniony dodają jeszcze uśmiechy typu „całym sobą” i polskie „do widzenia”.
Choć nigdy nie byłam w Korei, czuję, że kawiarnia wygląda dokładnie tak, jakby powstała na lokalnym osiedlu w Seulu. Cały wystrój to proste, jasne stoliki, które są tylko tłem dla lady ze słodkościami i stanowiska kuchennego - serca lokalu. Nie poczujemy się tu jak w domu pełnym antyków lub w amazońskiej dżungli, do czego przyzwyczaiły nas inne kawiarnie. Jesteśmy po prostu na kawce i ciastku, robimy koreańskie A., czyli spędzamy beztroski czas między posiłkami. Kto by jeszcze chwilę temu pomyślał, że to wszystko będzie się rozgrywało przy budzącej się wreszcie do życia ulicy Żeromskiego?
Chyba najbardziej w A. ujmuje mnie brak kierowania się średnią opinią tego miejsca. Właściciele nie mają w pamięci jak dawniej wyglądało, biorą je takim jakie jest teraz. Może właśnie dlatego wystawili stoliki przed lokal, żeby w sąsiedztwie roślin i drewnianych podestów można było sobie posiedzieć. Takie chyba było założenie, ale jak dotąd nikt się nie odważył :)
Pierwszy raz odwiedzamy A. w drodze na niedzielny spacer. W planie: kamienice. Poza gospodarzami jesteśmy tam sami. Trochę szkoda nam właścicieli. Po głowie krążą chicho pytania Co oni sobie wymyślili? Czy przetrwają?
Prosto z kawy idziemy (wyjątkowo razem) do klatek schodowych, w jednej z nich mamy dosyć dziwne spotkanie... Ale to opowieść na następny raz. W drodze powrotnej zaglądamy do kawiarni. Z zewnątrz wydaje się pusta, jak godzinę wcześniej, gdy w niej siedzielismy. Jednak im bliżej podchodzimy, tym wyraźniej widać że każdy stolik jest zajęty.
Wy także możecie tam pójść i przekonać się jak urocze i bezpretensjonalne jest to miejsce. Z ciasteczek najbardziej polecam spróbować ryżowe, z przypieczone z wierzchu skorupką i konsystencją japońskich mochi w środku. Nietypowe, ale ciekawe i najbardziej koreańskie. Dobrze smakuje z kawą :)








0 comments:
Prześlij komentarz