Kafel 80 | Kawa



Nie będę kłamać, nazwy kawiarni na Ołbinie trochę mnie bawią. Kiedy patrzę na mapę, mieszkam w trójkącie rozpiętym między Di, WW oraz A. Nie ma tu żadnej pomyłki, każda kawiarnia przedstawia się jedno lub dwuliterowym szyldem. Dzisiaj idziemy do miejsca, które przeszło samo siebie w minimalistycznym nazewnictwie. A. - pojedyncza litera z kropką. Kto to w ogóle wymyślił?

Lokal przeżył już kilka generacji kebabów i sklepów monopolowych, żeby nagle pokazać się w zupełnie nowej odsłonie. Jego potencjał dostrzegła koreańska para. Sprzedają tu magdalenki (słodkie babeczki), robią intensywną w smaku kawę, a przybyłym pieskom rozdają smaczki - ku wielkiemu zadowoleniu zwierząt i jeszcze większemu - ludzi. A kiedy poziom cukru i kofeiny zostanie uzupełniony dodają jeszcze uśmiechy typu „całym sobą” i polskie „do widzenia”.

Choć nigdy nie byłam w Korei, czuję, że kawiarnia wygląda dokładnie tak, jakby powstała na lokalnym osiedlu w Seulu. Cały wystrój to proste, jasne stoliki, które są tylko tłem dla lady ze słodkościami i stanowiska kuchennego - serca lokalu. Nie poczujemy się tu jak w domu pełnym antyków lub w amazońskiej dżungli, do czego przyzwyczaiły nas inne kawiarnie. Jesteśmy po prostu na kawce i ciastku, robimy koreańskie A., czyli spędzamy beztroski czas między posiłkami. Kto by jeszcze chwilę temu pomyślał, że to wszystko będzie się rozgrywało przy budzącej się wreszcie do życia ulicy Żeromskiego? 

Zmiany skrzyżowania Daszyńskiego z Żeromskiego na podstawie Google maps w latach 2011-2024.

Chyba najbardziej w A. ujmuje mnie właśnie brak kierowania się średnią opinią tego miejsca. Właściciele nie mają w pamięci jak dawniej wyglądało, biorą je takim jakie jest teraz. Może właśnie dlatego wystawili stoliki przed lokal, żeby w sąsiedztwie roślin i drewnianych podestów można było sobie posiedzieć. Takie chyba było założenie, ale jak dotąd nikt się nie odważył :)

Gdy pierwszy raz odwiedzamy A., trochę szkoda nam właścicieli. Jesteśmy jedynymi gośćmi. Po głowie krążą myśli Co oni sobie wymyślili? Czy tutaj przetrwają? Prosto z kawy idziemy (wyjątkowo razem) do kamienicy, w której mamy dziwne spotkanie, ale to opowieść na kolejny raz. Wracając zaglądamy do kawiarni. Z zewnątrz wydaje się pusta, jak godzinę wcześniej, gdy w niej siedzielismy. Jednak im bliżej podchodzimy, tym wyraźniej widać, że każdy stolik jest zajęty.

Wy także możecie odwiedzić to miejsce. Z ciasteczek najbardziej polecam spróbować ryżowe, z przypieczoną z wierzchu skorupką i konsystencją japońskich mochi w środku. Nietypowe, ale najbardziej autentyczne. Dobrze smakuje z kawą :) 

A teraz pora na zdjęcia kafli z Żeromskiego, najbliższych kawiarni. Ba! Nie da się bliżej A.

Pozdrowienia, 

Magda










Wrocław | Żeromskiego






0 comments:

Prześlij komentarz