Rozgość się, odkrywaj skarby ✨


Są takie rzeczy, które nie dają spokoju. Strzęp informacji, który rozbudza wyobraźnię. Wyraz, który wystaje spod płatu złuszczonej farby. Nazwisko na starym chodniku, które prowadzi do warsztatu kamieniarza w pięknej, opuszczonej kamienicy.

Najlepiej jest, kiedy z takiego okruszka rozwija się cała historia.


Sufit

- Dlaczego pani robi zdjęcia?

Pyta mężczyzna który przed chwilą zbiegł w kapciach po schodach. Mówię, że dla siebie, jednak to nie wystarcza.

- Ale dlaczego pani je robi? - dopytuje z lekką presją.

Chwilę się waham. Po co przyszedł? Żeby mnie wygonić? Sprawdzić? Wyjaśniam, że tworzę kolekcję zdjęć kafli z klatek schodowych we Wrocławiu. Robię to prywatnie, nikt mnie nie przysyła. I chyba zdaję jego test, bo nagle zmienia ton.

- To proszę zobaczyć, tu nad głową jest takie coś - pokazuje na wystający z sufitu metalowy kołek - to miejsce po żyrandolu. Jakim? - zawiesza pytanie i zaraz odpowiada - Na gaz. Rzadkość. Może pani zrobić zdjęcie.

Rozgląda się, przechodzi w stronę drzwi i prezentuje dalej.

- Tutaj były piękne freski na suficie. Ale wie pani, koło dwutysięcznego roku był remont - robi szeroki łuk ręką - i wszystko zamalowali. Były tam amorki, kolorowe, trochę dziecinne. Ale ja je pamiętam z dzieciństwa. Mieszkam w tej kamienicy cały czas.

Pamięć go raczej nie myli. O freskach na ścianach wspominają konserwatorzy zabytków. Putta można spotkać na fasadach okolicznych kamienic. To częsty motyw.

Uwieczniam zamalowany sufit. Typowy dla tej okolicy. Przyglądam się mu. Na powierzchni farby widać już spękania. Co odsłoni farba gdy odpadnie?




"Ruter" z Drezna

Mężczyzna sprawia wrażenie zainteresowanego historią tego miejsca. Wymienia przedwojenną nazwę ulicy - Reuterstrasse. Mówi, że nie zachowało się żadne zdjęcie tej kamienicy sprzed wojny, sprawdził w Internecie.

- Ale w Dreźnie do dzisiaj żyje jej właściciel. Taki stary Niemiec a się trzyma! Nazywa się... Zaraz... Thomas to syn. A on jest Ruter Kronner, Kriner? Jakoś tak.

Rozmowa urywa się, kiedy z mieszkania na piętrze woła starsza kobieta.

- Kafelki są tylko dotąd, zawsze tak były - rzuca na zakończenie przez ramię, choć wcale nie pytałam.

Póki pamiętam, zapisuję tylko nazwisko przedwojennego właściciela w telefonie.



Poszukiwania

Wracam do domu i pierwsze co robię to szukam nazwiska Kronner w adresbuchu z 1935 roku. Sprawdzam też Kroenner, ale bezskutecznie. Nie pasuje. W międzyczasie weryfikuję niemieckie imiona. Nie ma wśród nich Rutera. Najbliżej jest Ritter. Ale po nim też nie ma śladu w książce z adresami. Może mam za stary egzemplarz, bo skoro szukana osoba żyje, musiała być dzieckiem, gdy opuszczała Breslau.



Żałuję, że nie zdążyłam dopytać skąd spotkany mężczyzna wie o przedwojennym właścicielu. Taki jest już urok spontanicznych rozmów. Czy znał Rittera i Thomasa? Domyślam się, że tak, skoro nie tylko wymienił ich nazwisko, ale też imię syna. Może kiedyś utrzymywali kontakt? Z Drezna nie jest daleko. Czy przyjechali po latach i zapukali do mieszkania mojego rozmówcy?

Przedwojennego zdjęcia kamienicy rzeczywiście nie ma na stronach z archiwalnymi fotografiami. Może znajdę je w archiwum budowlanym i poznamy resztę historii?

To miasto ma jeszcze sporo do opowiedzenia.




Wrocław | Orzeszkowej

Różowe światło neonu pada na taflę stuletnich kafli. Lśnią, bo zostały właśnie odrestaurowane. Jeszcze niedawno ze ścian wystawały resztki metalowych prętów, dzisiaj stoją pod nimi kartony z napojami. Jak do tego doszło i co właściwie kafle mają wspólnego z agatem?

Z kaflami jest jak z agatem 

Agat to minerał, który z wierzchu wygląda jak przeciętny, brunatny kamień, a dopiero po dostaniu się do wnętrza takiej agatowej buły, pokazuje swoje wszystkie barwy. I kafle i agaty mija się czasem zupełnie nieświadomie. Można przechodzić obok niepozornych kamienic codziennie w drodze do pracy lub warzywniaka i nie mieć pojęcia, że w środku kryje się zupełnie inny świat. Cała Galaktyka Starych Dekoracji lub Ogród Ceramicznych Tajemnicw którym akurat przysiadły pawie.

I to jest ok, bo nie każdemu musi od razu uciekać wzrok w kierunku uchylonych drzwi. A pewnie garstka czuje potrzebę się wślizgnięcia się przez nie do wnętrza. Mam oba te objawy (przyznaję, nasilają się z wiekiem 😉) i mimo wszystko tych kafli nie wytropiłam.


Sekretny wystrój

A byłam blisko. Baaardzo blisko. Na wyciągnięcie ręki. Dosłownie! Na dowód dodaję zdjęcie siebie (no hej 🙂) we własnej osobie, stojącej w progu remontowanej wtedy kamienicy z bardzo udanego spaceru po Ołbinie w 2017 roku. Ale, że są w niej ukryte kafle, miałam dowiedzieć się dopiero za rok.


Dlaczego nie poznałaś się na nich od razu? - słusznie zapytacie.

Otóż były schowane znacznie bardziej niż reszta. Dokładnej to ostatnie 20, a może 30 lat spędziły pod panelami w sklepiku osiedlowym. Gdy wreszcie się pokazały, dostałam wiadomość od jednego z Was, że są. Ale zanim powierzchnia kafli odbiła ciepłe światło neonu musiało zdarzyć się coś nieoczywistego.



Co one tam robiły (tyle czasu)? 

Na początku poprzedniego stulecia w Breslau, dziś Wrocławiu, budowano osiedla takie jak Ołbin, Huby, czy Krzyki. Powstawały tam sklepy o nowym standardzie higienicznym i estetycznym. Głównie mięsne i piekarnie. Wyposażenie takiego sklepu nie było wcale tanie, ale czasem możliwe do wygrania w konkursie na najlepsze wyroby. (Jedno ze zwycięstw sprawiło, że w niewielkim Janowcu koło Gniezna do dziś możemy oglądać cały oryginalny wystrój przedwojennego sklepu mięsnego.)

Jeszcze w latach sześćdziesiątych korzystano z takich punktów zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, więc kafle się przydawały. Później, z nadejściem '90 dekady modne zrobiły się sklepy wielobranżowe, za to kafle – przestarzałe. Zamiast kuć ściany i robić bałagan łatwiej było przykryć je panelami. Albo też warstwą tynku jak w Szczecinie przy Pocztowej 19. No ale umówmy się, gdyby nie to, nie byłoby emocjonujących filmików ze zdrapywania zaprawy ze ściany, pod którą pojawiają się i wzory, landszafty i inne cuda. Zobaczcie koniecznie o tutaj (Monika, pozdrawiam serdecznie 🙂).


Kafel i falafel

Po zdjęciu paneli pojawiła się niespodzianka, która jak się niedługo okazało, może opóźnić otwarcie.  Jednak historia ułożyła się na tyle dobrze, że gospodarz lokalu zainwestował swój czas, zasoby oraz cierpliwość w konserwację kafli. Remont przebiegał pod opieką konserwatora, który początkowo wymagał renowacji całości, ale w ramach kompromisu między ochroną zabytku oraz dostosowania go do nowej funkcji z finansami w tle, zgodził się na odnowienie jednej z trzech ścian. Materiał do uzupełnienia ubytków pozyskano częściowo z innej, podobno bardziej zniszczonej powierzchni (według najemcy w kaflach były dziury po miejscach mocowań haków i robionej po wojnie instalacji elektrycznej). 

Powstał tutaj lokal gastronomiczny z popularną kuchnią bliskowschodnią. Niewielki, dlatego tę restaurowaną ścianę w trakcie remontu przebito, żeby po połączeniu z sąsiednim pomieszczeniem było miejsce na stoliki dla gości. W wielu krajach, gdzie serwuje się dania tutaj podawane powszechnie występują ozdobne płytki na podłogach i ścianach. Idąc tym tropem, kafle, choć poniemieckie pasują do wystroju. Jak to we Wrocławiu bywa, stare łączy się z nowym w zaskakujące formy.

Ostatnio w temacie kafli coś naprawdę ruszyło. Możemy cieszyć się takimi realizacjami na klatek schodowych jak kafel #74 i kafel #75. A zapowiadają się kolejne. I kto by trzy lata temu pomyślał, że będziemy świadkami tak brawurowych renowacji jak ta przy Kilińskiego

Dobrze, że coraz częściej umiemy dostrzegać w niepozornych kamieniach agaty.



A skoro jesteśmy w temacie gastronomii, to na deser ten sam wzór w wersji żółtej z wrocławskich Hub:


Wrocław | Reja 


Opowiem Wam historię pewnego plakatu

Wszystko zaczęło się ponad 2 lata temu od wystawy moich zdjęć w Łokietka 5.

Pamiętam bardzo dobrze, jakie wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia kafli wydrukowane w dużym formacie. Myślałam, że znam je na pamięć, a tu proszę, odkryłam je na nowo poza ekranem komputera. Jak na dłoni widać było piękne spękania szkliwa, ale było coś, co uderzyło mnie bardziej. Kolory. Prawie świecące od nasycenia. Kafle nie tylko wyglądały jak cukierki, to była prawdziwa magia.

Grudzień jest miesiącem refleksyjnym, czasem podsumowań. Kończy się rok, wieczory są długie, a w tym roku spędza się je w domu z kubkiem ciepłej herbaty. Dlatego ostatnio przeglądałam zdjęcia z wystawy. Pomyślałam, że chcę taki plakat. Miałam wreszcie czas, więc go przygotowałam, wybrałam odpowiednią drukarnię i wydrukowałam. W drodze powrotnej nie mogłam się doczekać, kiedy otworzę paczkę. Wyglądał naprawdę pięknie. Poczułam się spełniona, że mam coś osobistego, wynikającego z pasji. Zapytałam, czy też taki chcecie. Spotkałam się z entuzjazmem, za co serdecznie Wam dziękuję ❤️

Postanowiłam wprowadzić pomysł w życie  :)

I tak prosto z pasji i serca powstały plakaty. 

Do sprawienia sobie radości i obdarowywania innych ❤️

https://wroclawskiekafle.pl/



Przeniosłam na papier kafla #58, kafla #25 i wrocławski kaflowy klasyk, pawia z Ołbina, kafla #20.

"Chodź po chleb do tej samej piekarni" mówią ludzie od produktywności, bo rutyna oszczędza cenną energię na kreatywność. No to poszłam. Wiadomo, na Barlickiego, po najlepszy chlebek świata. Opłaciło się podwójnie. 

Przy Orzeszkowej, przez szybę widzę remont. Uszłam może dwa kroki, może trzy i wracam. To naprawdę remont kolejnej klatki schodowej na Ołbinie. A na ścianach granatowe kafle. (Bonus: gorseciki na podłodze, patrz niżej).


Widok opalanej olejnej jest jak miód na moje oczy. Farba powoli kurczy się, jej powierzchnia faluje i wraz z przybraniem formy suchego skwarka odpada od gnębionej powierzchni. Wystarczy ją lekko podważyć. Tym razem, w przeciwieństwie do kafli z Kilińskiego, spod olejnej na światło dzienne wyglądają sztukaterie. 



Pytam oczywiście o kafle. Korzystam, bo drzwi są uchylone, a w środku praca wre. Ledwo mnie słychać przez maseczkę. Poddenerwowany wykonawca mówi, że kończą i będą czyścić zakurzone kafle, ale jako pracę ekstra, dodatkowo.

Wracam z aparatem. Tym razem jest pusto. Niespodzianka: kafle są uzupełnione tam, gdzie jest pomarańczowa taśma. Nową płytkę widać dopiero pod kątem. Trzeba się przyjrzeć. Ma trochę inną fakturę.









Takich zaskoczeń więcej poproszę. Przyjmę wszystkie :)


Wrocław | Orzeszkowej ↜ warto zajrzeć

Ten sam wzór pojawia się praktyczne po sąsiedzku, przy Daszyńskiego.

Są klatki schodowe, które przechodzą szybką, olśniewającą metamorfozę. W innych od czasu rozpoczęcia remontu przybywa tylko warstw kurzu. Ale istnieją miejsca, gdzie wielkie rzeczy robi się po cichu, z dnia na dzień przesuwając się o krok w stronę celu. Gdzie gospodarze dbają o swój ogródek, bo trzeba. Plewią go systematycznie i doglądają każdego nowego pędu. A jednocześnie działają skromnie. Efekty zrobią hałas.

Ta część Wrocławia

Jedną z najważniejszych ulic wrocławskiego Ołbina jest Nowowiejska. Dawniej  Neudorfgasse, droga do Nowej Wsi Polskiej, obecnie łączy Plac Grunwaldzki z Nadodrzem i wraz z Wyszyńskiego tworzy główne osie osiedla. To właśnie przy przecięciu tych ulic wznosiło się kiedyś wielkie opactwo. Dzisiaj  przychodzi się tutaj z książką, we dwójkę lub z psem, bo jest tu park Tołpy. Rodzice odbierający dzieci z pobliskiej szkoły mijają ustawiony trochę niefortunnie pomnik Ludzi ze znakiem "P" w drodze na lody w knajpce "Maleńka". Jeszcze dalej natknąć się można na pomnik ku czci harcerzy poległych w walce o polskość Wrocławia. Nie dziwi więc nazwa zaczynającej się w pobliżu ulicy Walecznych.

Mówi się, że to dobra ulica do zamieszkania. Jest spokojnie i na tyle czysto, że znajdującą się nieopodal Barlickiego, mimo licznych podobieństw (przebiegu po łuku, podobnego czasu powstania i zdecydowanej większości kamienic w zabudowie), można by wziąć za część innego miasta. Wszystko jest wystarczająco dobre. Toteż przechodząc tędy nie spodziewam się remontów.

Tym razem jest inaczej. 

Jest ciepłe popołudnie. Właśnie wchodzę do kamienicy mijając pracownika ekipy budowlanej stojącego na rusztowaniu.

Pozwólcie, że Was oprowadzę:



Zadbany ogródek

Tu jest pięknie. Idealnie zachowane kafle i wzór przy suficie. Ledwo się rozglądam zanim spotykam kobietę. Zaczepiam ją i z zachowaniem odległości pytam skąd taki pomysł na wnętrze, kto za tym stoi. Kładzie rozłożoną dłoń tuż pod obojczykami i na moment opuszcza skromnie wzrok. Nie mogłam trafić lepiej. Rozmawiamy o finansowaniu i ścianie, która miękką linią schodzi w kierunku piwnicy. Jest na niej namalowany wzór z kafli. Praktycznie taki sam, z zachowaniem odpowiednich kolorów. 

- Sąsiad wyciął szablon, razem malowaliśmy. Już dawno marzyłam o remoncie klatki schodowej. To nasze dzieło. Chcieliśmy zadbać o detale. Wzór przy suficie to też nasza inwencja. Wszystko... dobór farb. Tak to sobie wymyśliliśmy.

Wyrażanie zachwytów przerywa odgłos kroków na schodach. To mąż tej pani, idą na zakupy. Spędzam tu sama jeszcze kilkanaście dobrych minut. Pozostaje jeszcze tylko pogłaskać kafle (zdarza mi się, ale rzadko to dokumentuję) i wyjść z tego zadbanego ogródka. 

Bo to gród, tylko kwiaty mają namalowane. 










Epilog

Tymczasem w klatce schodowej przy Kilińskiego pojawia się telewizja regionalna i powstaje materiał o metamorfozie kafli. A przy równoległej Nowowiejskiej odkłada się coraz większa szara warstwa na kobaltowych kaflach

Nieopodal znajduje się prawdziwy Ołbiński Ogród Otwarty. Dostępny dla wszystkich Wrocławian ogródek działkowy, gdzie odbywają się wykłady i seanse filmów (obecnie w znacznej części zawieszone z wiadomych względów, mamy 2020 rok).

Wrocław | Walecznych  ↜ warto zajrzeć
Pochodzenie wzoru: Miśnia



"Jestem Adela, jestem architektką z Łodzi, pracuję przy rewitalizacji fabryki Scheiblera. Przeczytałam całe Old kafel story od 22:00 do 4:00 i znalazłam bliźniaka kafli z Łodzi w relacji ze spaceru szlakiem kafli po Ołbinie. Ósme zdjęcie. Te kafle chyba są z Miśni?"

To esencja z przemiłej wiadomości od Adeli, która zmobilizowała mnie do zrobienia zdjęć w dotąd pomijanej ołbińskiej klatce schodowej.

Bliźniak z Łodzi

Jest bardziej zadbany niż jego wrocławski odpowiednik. We wgłębieniach kwiatowego wzoru brak zgromadzonego przez dziesięciolecia ciemnego nalotu. Nie widać ani grama kurzu. Przechodzi przecież konserwację pod okiem Adeli razem z wnętrzem elektrowni Scheiblera. 

Dekor w Łodzi użyty jest gęsto, bez odstępów jakie zobaczycie na zdjęciach z Wrocławia. Cienka listwa jest niebieska, podczas gdy na Ołbinie występuje inna pod względem faktury, biała. Poza tym ułożono dwie warstwy podłużnych płytek wokół dekoru, a także zastosowano ciemnogranatowe kafle jako baza. U nas z podobnych, ciemnych kafli zbudowano listwę dolną, z resztą obecnie w kilku miejscach uszkodzoną podczas niedawnej wymiany schodów na granitowe.

Kafle z elektrowni Scheiblera w Łodzi, na ich tle świetny projekt elektrowni z klocków Lego; za bryla.pl

Miśnia

Pochodzenie kafli nie zawsze jest całkiem oczywiste i w dużej mierze opiera się na porównaniach. Jednak w tym wypadku mam 100% pewności. Wśród zdjęć znajdziecie dowód. Odsłonięty w czasie remontu odcisk płytki z odbitymi literami M.O. & P.F. To skrót nazwy kaflarni z Miśni: Meißner Ofen- und Porzellanfabrik, gdzie kafle zostały wyprodukowane i zaprojektowane.

Co ciekawe, ten sam wzór powtarza się także we Wrocławiu. Niebawem pojawią się kolejne zdjęcia. A ja pojawię się w Miśni. Planuję odwiedzić tamtejszą kaflarnię. Będę dawała znać.


Spod kurzu patrzy kafel

Niektóre klatki schodowe odnawiane są z zaskoczenia. Trach i są gotowe. A ich metamorfozy zachwycają jak ta z Kilińskiego. Mieszkańcy tych kamienic są podekscytowani i ze zniecierpliwieniem śledzą postępy remontu. Tutaj prowadzone prace kapią sobie kropla po kropli jak woda tworząca stalaktyt w jaskini. Trwają od 2017 roku, kiedy w pierwszym remontowym zrywie wymieniono drzwi oraz instalację elektryczną, a pył z kutego tynku osiadł grubą warstwą na stuletnich kaflach.

Minęły kolejne trzy lata, a kurz dalej leży. I niespecjalnie przeszkadza mieszkańcom. 

W tej kwestii tak bardzo nic się nie zmieniło, że odezwałam się do Kasi z Mieszkania w kamienicy, z propozycją ołbińskiej edycji akcji czyszczenia kafli. Kasia z Jackiem zorganizowali kamieniczne porządki rok temu na Przedmieściu Oławskim odmieniając zupełnie kafla #70


Będziemy jeszcze nad tym pracować, ale jeśli już bylibyście chętni wyczyścić ze mną te kafle, dajcie znać w wiadomościach. Może uda się temat przyspieszyć i pokazać, że te kafle są piękne. Wiem, remont jest w trakcie, ale wygląda jego najbardziej brudzące etapy są już wykonane. A naprawdę niewiele trzeba, żeby kafle pięknie lśniły. 





Zwróćcie uwagę na elementy stolarki, zostały naprawdę ładnie odnowione:

      


Tutaj przydałaby się renowacja Pracowni Piotra Pelca, która wydobył spod farby olejnej i odpicował kafla #72. A poniżej skutki wymiany schodów...






Pochodzenie kafli: Miśnia

Wrocław | Nowowiejska ↜ warto zajrzeć