kafel #76 | Z kaflami jest jak z agatem


Różowe światło neonu pada na taflę stuletnich kafli. Lśnią, bo zostały właśnie odrestaurowane. Jeszcze niedawno ze ścian wystawały resztki metalowych prętów, dzisiaj stoją pod nimi kartony z napojami. Jak do tego doszło i co właściwie kafle mają wspólnego z agatem?

Z kaflami jest jak z agatem 

Agat to minerał, który z wierzchu wygląda jak przeciętny, brunatny kamień, a dopiero po dostaniu się do wnętrza takiej agatowej buły, pokazuje swoje wszystkie barwy. I kafle i agaty mija się czasem zupełnie nieświadomie. Można przechodzić obok niepozornych kamienic codziennie w drodze do pracy lub warzywniaka i nie mieć pojęcia, że w środku kryje się zupełnie inny świat. Cała Galaktyka Starych Dekoracji lub Ogród Ceramicznych Tajemnicw którym akurat przysiadły pawie.

I to jest ok, bo nie każdemu musi od razu uciekać wzrok w kierunku uchylonych drzwi. A pewnie garstka czuje potrzebę się wślizgnięcia się przez nie do wnętrza. Mam oba te objawy (przyznaję, nasilają się z wiekiem 😉) i mimo wszystko tych kafli nie wytropiłam.


Sekretny wystrój

A byłam blisko. Baaardzo blisko. Na wyciągnięcie ręki. Dosłownie! Na dowód dodaję zdjęcie siebie (no hej 🙂) we własnej osobie, stojącej w progu remontowanej wtedy kamienicy z bardzo udanego spaceru po Ołbinie w 2017 roku. Ale, że są w niej ukryte kafle, miałam dowiedzieć się dopiero za rok.


Dlaczego nie poznałaś się na nich od razu? - słusznie zapytacie.

Otóż były schowane znacznie bardziej niż reszta. Dokładnej to ostatnie 20, a może 30 lat spędziły pod panelami w sklepiku osiedlowym. Gdy wreszcie się pokazały, dostałam wiadomość od jednego z Was, że są. Ale zanim powierzchnia kafli odbiła ciepłe światło neonu musiało zdarzyć się coś nieoczywistego.



Co one tam robiły (tyle czasu)? 

Na początku poprzedniego stulecia w Breslau, dziś Wrocławiu, budowano osiedla takie jak Ołbin, Huby, czy Krzyki. Powstawały tam sklepy o nowym standardzie higienicznym i estetycznym. Głównie mięsne i piekarnie. Wyposażenie takiego sklepu nie było wcale tanie, ale czasem możliwe do wygrania w konkursie na najlepsze wyroby. (Jedno ze zwycięstw sprawiło, że w niewielkim Janowcu koło Gniezna do dziś możemy oglądać cały oryginalny wystrój przedwojennego sklepu mięsnego.)

Jeszcze w latach sześćdziesiątych korzystano z takich punktów zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, więc kafle się przydawały. Później, z nadejściem '90 dekady modne zrobiły się sklepy wielobranżowe, za to kafle – przestarzałe. Zamiast kuć ściany i robić bałagan łatwiej było przykryć je panelami. Albo też warstwą tynku jak w Szczecinie przy Pocztowej 19. No ale umówmy się, gdyby nie to, nie byłoby emocjonujących filmików ze zdrapywania zaprawy ze ściany, pod którą pojawiają się i wzory, landszafty i inne cuda. Zobaczcie koniecznie o tutaj (Monika, pozdrawiam serdecznie 🙂).


Kafel i falafel

Po zdjęciu paneli pojawiła się niespodzianka, która jak się niedługo okazało, może opóźnić otwarcie.  Jednak historia ułożyła się na tyle dobrze, że gospodarz lokalu zainwestował swój czas, zasoby oraz cierpliwość w konserwację kafli. Remont przebiegał pod opieką konserwatora, który początkowo wymagał renowacji całości, ale w ramach kompromisu między ochroną zabytku oraz dostosowania go do nowej funkcji z finansami w tle, zgodził się na odnowienie jednej z trzech ścian. Materiał do uzupełnienia ubytków pozyskano częściowo z innej, podobno bardziej zniszczonej powierzchni (według najemcy w kaflach były dziury po miejscach mocowań haków i robionej po wojnie instalacji elektrycznej). 

Powstał tutaj lokal gastronomiczny z popularną kuchnią bliskowschodnią. Niewielki, dlatego tę restaurowaną ścianę w trakcie remontu przebito, żeby po połączeniu z sąsiednim pomieszczeniem było miejsce na stoliki dla gości. W wielu krajach, gdzie serwuje się dania tutaj podawane powszechnie występują ozdobne płytki na podłogach i ścianach. Idąc tym tropem, kafle, choć poniemieckie pasują do wystroju. Jak to we Wrocławiu bywa, stare łączy się z nowym w zaskakujące formy.

Ostatnio w temacie kafli coś naprawdę ruszyło. Możemy cieszyć się takimi realizacjami na klatek schodowych jak kafel #74 i kafel #75. A zapowiadają się kolejne. I kto by trzy lata temu pomyślał, że będziemy świadkami tak brawurowych renowacji jak ta przy Kilińskiego

Dobrze, że coraz częściej umiemy dostrzegać w niepozornych kamieniach agaty.



A skoro jesteśmy w temacie gastronomii, to na deser ten sam wzór w wersji żółtej z wrocławskich Hub:


Wrocław | Reja 

0 komentarze:

Publikowanie komentarza