Dzielnia



Najprzyjemniejsza jest dzielnia niedzielna. Gra słów jest nieprzypadkowa, bo w niedzielę dzielnia nie jest do końca sobą. Wtedy nad przygaszoną, szarą i trwającą w uśpieniu dzielnicą rozstępują się chmury odsłaniając słońce. Lody, a potem park Tołpy. Spacer z psem. Mecz lub kościół, albo jedno po drugim. Na ulice wychodzą starsi mieszkańcy, którzy chętnie zagadują. Przy kwiaciarni, przed wejściem do kamienicy. Jest bezpiecznie i społecznie. 

Kiedy znikają miejsca zapuszczone, zapraszające niektóre grupy społeczne, w miejsce panów pijących tani alkohol pojawiają się dzieci grające w piłkę i sąsiadki z pieskami. Zadbane podwórko stymuluje wystawianie się kwiatów w doniczkach na pobliskich balkonach. Remont Wyszyńskiego owocuje pierwszą kawiarnią przy tej ulicy (co wcześniej było nie do pomyślenia). Wygodne, czyste ławki na nowym przystanku - i są starsi państwo dyskutujący o historiach swojego życia dłuższą chwilę, mimo, że autobusy wszystkich dostępnych tu linii już odjechały.

Każda inwestycja sprawia, że dzielnia budzi się trochę częściej i pokazuje, że jest w niej potencjał. Wskazuje mieszkańcom, że mają coś dla siebie w swojej okolicy. Mogą się z tym czymś identyfikować. Jest dla nich miejsce. Ok, mury są zaniedbane, ale co z tego? Murale przecież świetnie na nich wyglądają. Podobnie jest z kaflami. Współtworzą piękny klimat. Wręcz filmowy.

        






 

I miejsce w kategorii Dolny Śląsk

o autorze

Zdarza się, że zatrzymuję wzrok tam, gdzie inni wolą nie patrzeć. Wyszukuję stare kafle, zgaduję po architekturze, w której kamienicy są i jak wyglądają. Tutaj notuję historie ich odkrywania.