Rozgość się, odkrywaj skarby ✨

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare kafle ceramiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare kafle ceramiczne. Pokaż wszystkie posty
Są dostojne kamienice. Beżowe, szare i bordowe. Inne, mniej eleganckie, mają kolor zielony lub pastelowożółty. A ta jest jasnoróżowa. Majtkowa. Choć imponuje wielkością i formą, sprawdza się tu stara prawda, że najważniejsze jest jednak wnętrze.

Dzisiaj moje zdjęcia pokażą Wam stan archiwalny. Od czasu, gdy odwiedziłam te kafle przy Traugutta sporo się bowiem zmieniło. Działo się tu coś absolutnie świetnego. Kasia z Mieszkanie w kamienicy i Jacek z Lokacje podcast oraz Łokietka 5 (razem organizowaliśmy wystawę) wymyślili akcję sprzątania kamienic. Popdowiedziałam Kasi, że te kafle najbardziej potrzebują pomocy i zorganizowali tu porządki. Ale nie takie zwykłe mycie, tylko konkretne rozpuszczanie zaschniętych napisów i bohomazów wykonanych markerem i farbą w sprayu. Chwała im za to, bo efekt jest cudowny! Możecie go podejrzeć tutaj.

Trochę tylko żal, że sama nie mogłam wziąć udziału w tej inicjatywie. Byłam poza Wrocławiem i działy się wtedy dla mnie prywatne ważne rzeczy.

Jakiś czas temu głośno było o tej kamienicy także z powodu skradzionej drewnianej płaskorzeźby rycerza z płyciny drzwi. Dzisiaj dziura jest wypełniona gładką deską, ale wątpię, żeby skradzionego elementu szukano. Gdzieś w opinii publicznej pokutuje jeszcze przekonanie o braku wartości poniemieckich detali. Albo, że mieszkańcom to różnicy nie zrobi, przecież nie dbają nawet o porządek. Dlatego tym bardziej dobrą robotę zrobili Kasia z Jackiem. To może (choć przecież nie musi) być początek bardzo dobrej drogi dla tej kamienicy (i tak warto).

Przy tej okazji chciałam wspomnieć o podawaniu dokładnych adresów miejsc z ciekawymi nazwę to ‚ruchomymi detalami’ Wrocławia. Nie warto nimi wszędzie świecić. Wierzcie lub nie, mogą mocno ułatwiać dotarcie do zabytkowych detali potencjalnym zainteresowanym, którzy dostarczą je ‚kolekcjonerom’. Druga sprawa to dbałość o mir domowy mieszkańców. Pisanie wszędzie w ogólnodostępnych komentarzach takich adresów prędzej czy później może go zakłócać. Nie róbcie więc tego, proszę. Lepiej przyjdźcie do kamienicy ze zmywaczem do paznokci i usuńcie zrobiony markerem napis.

To się 'nagadałam' ☺ A teraz zobaczcie kafle:
















Info dla wytrwałych: ten sam wzór!

Wrocław | Przedmieście Oławskie

Kamienica, w której właśnie jesteśmy zaskakuje podwójnymi schodami, rozgałęziającymi się w głębi korytarza. Przy wejściu mamy ściany pokryte miedzianymi kaflami. Wzór wygląda na misieński, dekor pokryty jest niebieskim - kobaltowym i żółtym - ołowianym szkliwem. Pod światło wydać delikatną fakturę kafli.

Wewnątrz jest dość przyjemnie, czysto. Na miejscu spotykam ogolonego na zero, młodego mężczyznę, który wraca z reklamówką pełną zakupów. Myślę: Nadodrze. Wbrew stereotypom, dopytuje mnie o kafle i płaskorzeźbę w swojej kamienicy. Myśli, że działam z ramienia konserwatora zabytków.

Z tej wizyty mam dla Was:









Wrocław | Nadodrze



Dziś będzie coś specjalnego. Magia. Wyobrażałam sobie, że klatki schodowe kamienic były planem do takich zdarzeń. Teraz mam żywy przykład. Słodko-gorzkie, autentyczne wspomnienia napisane i przesłane przez Panią Honoratę. Chodźmy do kamienicy ukrytej na Pasteura.  

Początki

"Dla mnie te pierwsze 15 lat tam spędzonych to piękny czas (1972-1986). Dla moich Rodziców już mniej, bo było im po prostu ciężko. Z ogromną radością przeprowadzili się na Kozanów po 20 latach czekania na przydział mieszkania. Ja wyprowadzałam się stamtąd ze łzami i długi – naprawdę długi czas (może z kilkanaście lat nawet) różne moje sny umiejscowione były na Pasteura.

Rodzice przyjechali do Wrocławia w '67 - Tato zza Buga, Mama z dawnego leszczyńskiego; oboje z bardzo małych wiosek. Mama pochodząca z wielodzietnej rodziny bardzo wstydziła się kupować  np. pół chleba. Wydawało jej się, że wszyscy patrzą, że tak mało bierze. A przecież nikt tak naprawdę nie zwracał na to uwagi. (...)

Mieliśmy dwa duże pokoje, takie po 20 metrów każdy (przez pokój Rodziców przechodziło się do pokoju dzieci (czyli do mojego i mojej starszej o 5 lat siostry). W pokoju Rodziców był balkon. A że był to parter, to podwórze oglądałam z dołu. Nie to co u Grażyny w kamienicy na przeciwko. 3 wysokie piętro, to dopiero był widok! Albo u Marty - mieszkała na samej górze, na adoptowanym strychu w tej klatce schodowej, w której sfotografowała Pani kafle z gołąbkami.

Występki

Po jakimś czasie Rodzice dogadali się z sąsiadką i podzielili dość długą kuchnię na dwie mniejsze. Przy suficie zamontowali duże dwie szyby, żeby do  nas  przechodziło światło. W ten sposób było  dość jasno, ale też Robert – syn sąsiadki, starszy ode mnie o rok podglądał nas przez te okna. Właził skurczybyk na coś i nas podglądał. A w kuchni odbywało się codzienne grzanie wody do mycia naczyń, ale też do mycia siebie w misce.(...)

Raz nam okradli piwnicę. Mieliśmy dużo weków z mięsem... Wszystko ukradli. Nie pamiętam ile tych słoików było, ale „uczciwy” złodziej zostawił w zamian dwie wielkie, kolorowo ilustrowane encyklopedie… w języku niemieckim.

Tamten świat

Podwórko! Teraz tam stoi auto przy aucie. W latach 70 i 80 były tam drzewa i trawa. Nawet fontanna tam stoi (choć czynna tylko za Niemca). Bawiliśmy się w niej w sklep, dom, szpital, szkołę.  Szczególnie chętnie wspominam zabawę w pokaz mody, gdzie na patyczki nadziewałyśmy liście w różnych kształtach tworząc w ten sposób sukienki naszym „lalkom”.  Lubię  wspominać te patyczki,  bo to taka prawdziwa zabawa z niczego. Dziś rzadko które dziecko potrafi się bawić nie mając w zasadzie NIC do dyspozycji. Jak choćby te kafle i gapienie się w nie z nabożnym pietyzmem.

To mi zostało do dziś. Jak spaceruję z moim synem, to wchodzę czasem do klatek schodowych. Podziwiam schody, patrzę czy są kafle, sztukaterie, czy pozostały jeszcze  stare wysokie  drzwi do mieszkań (...)

Mieliśmy wspaniałe podwórko. Z przejściówki w dół, w stronę fontanny zjeżdżaliśmy na wrotkach dopóki kociara nas nie pogoniła. Kociara miała kilkadziesiąt kotów i mieszkała w tej przejściówce. Tam też kiedyś były piękne kafle.

Mundek

Każda klatka schodowa była śliczna. Podobały nam się, gadałyśmy o tym z koleżankami. Pod szesnastką mieszkała Kaśka, Aśka i Grażyna. Grażyna miała piekielnego psa Mundka rasy pekińczyk. Oprócz swojego szpetnego spłaszczonego kinola nie miał jednej przedniej łapki, bo spadł  z balkonu. Tak  zawsze strasznie jazgotał, że bało się go całe podwórko. Gdy Mundek wychodził na dwór (czyli wypuszczano go samopas) pustoszała z miejsca cała okolica. Tak było. Ta mała, ruda "gnida" terroryzowała całą dzieciarnię. I to jest dla mnie fenomen, że nic z tym nie robiliśmy. To był przecież pies Grażyny, nawet do niej nie zgłaszało się pretensji. Tak po prostu było. Mundek był zastanym porządkiem rzeczy i tak trzeba było żyć i przyjąć ten stan "na klatę". Zawsze, jak szliśmy po Kaśkę, Aśkę czy Grażynę wchodząc do ich klatki schodowej robiło się znak krzyża.

Po wielu, wielu latach, mając już blisko do czterdziestki, odbyłam podróż sentymentalną po moim podwórku. Obeszłam dookoła oba budynki, ławeczki przy Odrze i przy nich bunkry poniemieckie.  Pogapiłam się na weterynarię, poubolewałam nad licznymi plombami, samochodami. Pozaglądałam gdzie się dało (a nie wszędzie, bo domofony) i tak się złożyło, że 16-tka była otwarta. Uchylam więc drzwi i nagle widzę swoją własną rękę na wysokości oczu i UŚWIADAMIAM SOBIE CO CHCIAŁAM ZROBIĆ i…i aż mi  łzy napłynęły… ja się chciałam przeżegnać…     

To zastanawiające, co w człowieku zostaje na zawsze. Mundek."

Pani Honorata

Jeszcze raz dziękuję Pani Honorato, że Pani spisała te historie. Jestem nimi zachwycona!

W tej bramie mieszkała jedna z bohaterek audycji Joanny Mielewczyk, Pani Halina. Jej mąż i syn, schowani w tym miejscu czuli się trochę bardziej bezpieczni prowadząc swoją zaangażowaną politycznie działalność.











Wrocław | Plac Grunwaldzki



Pod chińskim smokiem

W pierwszych latach po wojnie mieszkało w tej okolicy wiele wdów. Tak jak Pani Wanda czy Helena. Wychodziły latem nad rzekę przez słoneczną ulicę, jesienią w przedsionku strząsały krople z parasolek. Mijały studentów w zacienionych od starych drzew alejkach. Kupowały pączki w cukierni Pod Trumienką. Trzymały sobie nawzajem kolejkę. Zamieniały słowo z Lucyną. Stawiały małe krzesełka w ogródku przed kamienicą, żeby w przerwie przycinania roślin ukradkiem obserwować przechodniów. I raz po raz powtarzały sobie w myślach "Mój Boże, jak dobrze, że wejścia strzeże ten smok"!









[http://ma.wroc.pl/pl/archiwum-budowlane/70548/]


Projekt kamienicy: Georg Soholy (1904r.)

Wrocław | Plac Grunwaldzki





 

Dobry wieczór, jesteśmy na Nadodrzu. Można powiedzieć: nareszcie.

Wokół morze kamienic, wiele historii. Moje dawne mieszkanie.

Jest też kilka kafli. Ze zwierzętami w kamienicy Romów, z łódkami, kwiatowe. Na początek wybieram te, z motywem wieńca laurowego, podobne do kafla #40. Z pustej klatki schodowej, w której ktoś przykleił do ściany apel o porządek, a kto inny naklejki Śląska Wrocław z orłem polskim i dolnośląskim na dwóch skrzydłach drzwi. No to jesteśmy.







Wrocław | Nadodrze

Przygotowuje się metodycznie. Jest ulubiony koc i stabilnie podparcie, dobre ułożenie rąk. Maskuje ją bezruch. Wzrokiem namierza obcych. Jesteś. Trzyma cię na muszce. Jest w tym chłodny dystans. Spojrzenie przyjmuje bez poruszeń. Jakby jej nie było.

Tylko odważ się złamać ten lód, a gdy znów się pojawisz, okno będzie puste. Taki cichy protest.

Warto było wejść na jej teren:










Wrocław | Huby

Jest na dzielni klika starszych pań - gołębiarek. Przychodzą w okolice parku Tołpy. Długo zanim wykonają jakikolwiek ruch, by wyjąć chleb lub ziarna z torby, mają już nad sobą całe stada szarych ptaków. I jakkolwiek razi dokarmianie dzikich, przecież, zwierząt, tak imponuje ich cykliczna misja bycia gospodyniami we własnej okolicy. Może to relikt rolniczego życia, jednak zawsze robi na mnie wrażenie łopotanie dziesiątek skrzydeł oraz szczęście dawania malujące się na pomarszczonych twarzach.

Kiedyś gołębie zalęgły się nam w starej kuchence wystawionej czasowo na balkon. Zanim trafiła do piwnicy, rodzice karmili już młode. Zostawiliśmy kuchenkę, dopóki nie odleciały jako dorosłe ptaki. 

Gołębiarki rzadko trafiają na niedalekie wybrzeże Pasteura, bo ich piekarnie i warzywniaki znajdują się znacznie bliżej kamienic, w których mieszkają. A właśnie przy tej nadrzecznej, kiedyś ekskluzywnej ulicy znajduje się kafel z białym gołębiem. Czy był tu potrzebny symbol pokoju? Podczas wojny - na pewno. Kamienica ocalała mimo budowy lotniska, w które zamienił się cały obecny Plac Grunwaldzki. Kafle mamy do dziś.














Wrocław | Plac Grunwaldzki
Pochodzenie: Pochodzenie: Teichert-Werke, fabryka fajansu i porcelany Miśnia